środa, 26 marca 2014

Kłótnia


Łania trzymała się z tyłu. Czuła się nieswojo. Kiedy Tukan powiedział bliźniaczkom, że chce ją zabrać, były zbyt zajęte walką z Wielkim Stadem, by się tym przejąć. Teraz spoglądały na dziewczynę z ukosa. W każdej chwili mogły się rozmyślić i uznać, że będzie z niej więcej pożytku , jeśli ją zabiją. Starała nie zwracać na siebie uwagi. To jednak nie było konieczne. Wszyscy mieli o wiele większy problem niż dodatkowy bagaż – na zewnątrz panował straszliwie gorąco. Upał, jaki tu królował, stanowił zupełną nowość dla przyzwyczajonych do lekkiego chłodku mieszkańców centrum.
Tuńczyk, którego Żmija zdążyła prowizorycznie opatrzyć, dyszał ciężko. Tył jego koszulki był mokry. Jego długie ciemne włosy związane w kucyk były posklejane od potu. Co chwilę ocierał czoło, ale niewzruszenie szedł dalej. Taki właśnie był, cichy i spokojny. Kiedy byli jeszcze w centrum, nigdy nie zamienił z Łanią ani jednego słowa , ale zawsze sprawiał wrażenie dobrodusznego.
Wszyscy spoceni i zmęczeni przedzierali się przez wszędobylskie korzenie, ciernie i krzaki,a a to nie poprawiało humoru. Tego nie opisywano w książkach, które czytała. W nich lasy nigdy nikomu nie przeszkadzały w wędrówce. Przy czym Łania była pewna, że to las, a nie park miejski, jak twierdziły bliźniaczki, ale wolała nie drażnić przywódczyń, podważając ich autorytet.
Z przodu przez najgorsze gąszcze przedzierali się Nosorożec, Lwica, Skorpion i Szakal. Potem szły bliźniaczki wlekące nieprzytomnego brata, za nimi reszta , a na samym końcu ciągnęła się Łania.
Nagle dziewczyna potknęła się o wystający z ziemi korzeń i runęła na ziemię jak długa. W tym samym momencie Tukan skoczył do niej i złapał ją za pierś , chroniąc przed upadkiem.
Dziękuję – powiedziała, nieśmiało podnosząc na niego oczy. Uśmiechnął się w odpowiedzi, ale po chwili zmarszczył brwi, jakby coś sobie przypomniał, przyglądając się jej twarzy.
Uważaj – powiedział w końcu cicho i ruszył do przodu, zostawiając Łanię samą . Dziewczyna zgarnęła do tyłu włosy, które opadły jej na twarz i podążyła w ślad za oddalającą się grupą.



~~


Nogi Kruka bezwładnie ciągnęły się po ziemi, co chwila za czepiając o korzenie. Nierówna, gumowa, czarna podłoga, Puma zidentyfikowała ją jako asfalt, była popękana, a ze szczelin wyrastała zieleń. Co jakiś czas dziewczyna zauważała przewrócone samobiegi, takie same, które widziała w królestwie Kii. Musieli je omijać, tak jak i zawalone budynki, kupy gruzu i bujnie rosnące krzewy.
Sytuacji na pewno nie poprawiał piekielny upał. Wargi Pumy przypominały papier ścierny. Po twarzy spływał słony pot, który zlizywała, by złagodzić pragnienie. Asfalt nagrzewał się i miękł coraz bardziej i w końcu przy każdym kroku dziewczyna musiała odrywać od niego stopy.
Kruk był mały i chuderlawy, więc jak bliźniaczki niosły go we dwie, nie sprawiał dużych trudność, ale po jakimś czasie jego ciężar zaczynał im doskwierać.
Przywódczynie coraz bardziej zwalniały, zresztą nie tylko one. Już po godzinie marszu Lwica niosła na plecach wyczerpaną Kię. Niedługo potem Szakal przewiesił przez ramię zemdloną z wysiłku siostrę. Gepard – jako mężczyzna – trzymał się jeszcze, a widać było, z jakim trudem przestawiał stopy.
Musimy odpocząć – wy szeptała Puma nad głową Kruka. Wilczyca kiwając głową.
Po krótkiej naradzie bliźniaczki postanowiły rozbić obóz w najmniej zawalonym budynku, jaki były w stanie znaleźć.



~~



Szakal wyważył drzwi. W środku panował błogosławiony chłód. Stado ostrożnie weszło do budynku. Z pewnością był zamieszkany, ale nie do końca przez ludzi. Ze środka wylatywały spłoszone hałasem ptaki, przeczekujące tutaj upał.
Wkroczyli na drugie piętro. Tutaj okna były wybite i pomieszczenie wypełniało ciepło południa, chociaż zdecydowanie mniej mordercze niż na zewnątrz.
Puma posłała Tuńczyka, Kię, która już odzyskała część sił, i Skorpiona, by poszukali wody, a reszta zajęła się rozpakowywaniem bagażu.
Wszyscy pracowali przez kilka chwil w ciszy, dopóki Szakal nie przerwał milczenia.
Co to jest? – zapytał, wskazując palcem na posłanie.
Legowisko – odpowiedziała Puma, unosząc lekko brwi. – To było dziwne pytanie.
Ale zużyłyście wszystkie ubrania!
Po co byśmy miały oszczędzać? Jutro z rana zbierzemy wszystko z powrotem i nic ich nie ubędzie.
Nie starczy na drugie legowisko.
Po co ci, na Wielkie Stado, drugie legowisko? – wycedziła Puma przez zaciśnięte zęby. Miała już dosyć tego nielogicznego dialogu. Przez pół dnia przedzierała się przez gęstwiny lasu w niemiłosiernym skwarze , a przedtem stoczyła ciężką walkę i widziała śmierć towarzysza. Teraz chciała po prostu odpocząć.
Potrzebujemy dwóch legowisk, bo jakbyś nie zauważyła, są tu kobiety – warknął Szakal.
Ach, o to ci chodzi?! – odwarknęła Wilczyca, przysłuchująca się przedtem rozmowie. – Mógłbyś zostawić te głupie uprzedzenia w centrum. Tu jest inny świat. Inne zasady. Nie będziemy dwa razy robić tej samej roboty tylko dlatego, że ty masz obiekcje przed spędzeniem nocy w towarzystwie kobiet. Jak chcesz, możesz spać na podłodze.
Ona ma rację – stwierdziła Lwica. – Szakal, uspokój się. Ile razy byłeś w windzie z innymi, choć to zakazane? Wtedy jakoś ci nic nie przeszkadzało.
Tu nie chodzi o mnie! – wrzeszczał Szakal. – Nie pozwolę, że by moja niezamężna siostra spała w tym samym legowisku, co on. – Wskazał wymownie na Tukana.
Ej! – krzyknął wskazany w udawanym gniewie, ale Szakal wcale nie udawał swojej furii.
Myślisz, że nie wiem, że dla ciebie nada się wszystko, co jest płci przeciwnej?! Nawet na misję przywlokłeś swoją szmatę. W życiu nie pozwolę, żeby moja siostra była z tobą w jednym pokoju, a co dopiero w łóżku.
Tukan zerwał się na równe nogi i wychrypiał przez zaciśnięte zęby:
Odszczekasz to i ładnie przeprosisz, gnojku. Szybko.
Bez nerwów – krzyknęła Lwica, łapiąc Tukana od tyłu za barki tak, by nie był w stanie wyrządzić krzywdy ani sobie, ani otoczeniu. Niestety to nie powstrzymywało Szakala.
Możesz nie próbować bronić honoru swojej wywłoki. To bezcelowe, bo i tak wiadomo, po co tu jest. Jeden dzień była wdową i już pieprzy się z innym.
W jednej chwili Tukan wyrwał się Lwicy i z całej siły uderzył Szakla w twarz. Tamten wygiął się w łuk i grzmotnął o ziemię. Hiena pisnęła cicho i podbiegła do brata , jednak on odsunął ją dość agresywnie i trzymając się jedną ręką za krwawiący nos, wstał.
Puma i Wilczyca rzuciły się na niego, krępując mu ręce, a Lwicy w tym czasie, przy pomocy Łani, udało się znów ujarzmić Tukana.
Wpuście mnie. Ten dupek musi zapłacić – wydyszał Tukan, usiłując się uwolnić.
Zamknij się, idioto – wrzasnęła mu w ucho Lwica . – Nie będziecie się teraz bili.
Jak nie teraz, to później. – Uśmiechnął się złowieszczo Szakal, któremu krew z nosa zalewała usta tak, że zęby przybrały malinowy kolor.
Uspokójcie się. – Nagle usłyszeli głos Nosorożca, który dotychczas siedział w cieniu. Cały dzień nie powiedział ani słowa tylko bezwolnie szedł. – Dzisiaj zginął Goryl. Nie możecie tego uszanować? Musicie się kłócić?! My żyjemy, a on zginął. Jeszcze wczoraj żył, a teraz już nie. Wielkie Stado już pewnie zjadło jego ciało. Nie zostało z niego nic. A wy... – Popatrzył na nich tak, jakby brak mu było słów, wstał i wyszedł. Tak po prostu. Nikt się nie poruszał, ani nic nie mówił.
Wtedy do pokoju wbiegli Tuńczyk i Skorpion, a po chwili dołączyła do nich Kia.
Co się stało? Słyszeliśmy krzyki – spojrzeli na zastygłą scenę walki.
Nic, wszystko w porządku – powiedział Tukan, po czym zwrócił się do Lwicy: – Już w porządku. Możesz puścić.
Szakal wytarł ręką krew z twarzy i wyszedł w ślad za Nosorożcem.


To ja może zrobię to drugie legowisko – stwierdziła Lwica.
Znaleźliście wodę? – zapytała Wilczyca.
Na każdym piętrze są łazienki, ale działają tylko w tych najniższych – odpowiedział Tuńczyk, podając jej napełnioną plastikową butelkę. Przezornie wzięli kilka z centrum. Puma łapczywie zrobiła parę łyków i podała siostrze naczynie. Tukan w tym czasie dalej rozdawał wodę.
Nosorożec i Szakal nie pili wody – zauważyła Lwica pracująca nad drugim legowiskiem. – Ktoś powinien im ją zanieść.
Myślę, że znajdą ją bez problemu. Nie wyjdą z budynku z powodu upału, dlatego zaczną przeszukiwać jego wnętrze i znajdą łazienki – powiedziała cichym głosem Hiena. Ponieważ była siostrą jednego z wymienionych, wszyscy postanowili się jej posłuchać. Zresztą po uciążliwym marszu nikomu nie chciało się szukać gniewnego Szakala, ani groźnego Nosorożca.
Po chwili wszyscy padli na posłania i natychmiast pozasypiali. Mając na względzie dobro ogólne, na wypadek gdyby wrócił Szakal, kobiety zajęły oddzielne legowisko. W upalne popołudnie przy akompaniamencie ptaków po raz pierwszy stado zasnęło na wolności.



Jednak nie wszyscy ze stada spali. Nie spał Szakal zmywający krew z twarzy w jednej z zerdzewiałych umywalek. Nie spał Nosorożec, w samotności opłakujący przyjaciela. Nie spała też Łania. Odebrawszy swoją porcję wody, cicho wymknęła się z pokoju i skryła w cieniu. Czuła, że powieki ciążą jej coraz bardziej, ale nie odważyłaby się spać w jednym legowisku ze wszystkimi. Domyślała się, że jest obca i niepotrzebna , w czym upewniły ją obwinienia Szakala.
Dziewczyna weszła na trzecie piętro i opadła na szeroki parapet. Okno ustawione po przeciwnej stronie, więc słońce nie było uciążliwe. Łania podziwiała widok, wdychała ciepłe powietrze i napawała się świergotem ptaków. Wszystko na zewnątrz emanowało swoją wspaniałością, tak jak to obiecywały książki. Dziewczyna poczuła, że po policzku spływają jej wilgotne stróżki . Łzy szczęścia pomyślała, ale po chwili zrozumiała, że to nie do końca tak. „Nawet na misję przywlokłeś swoją szmatę” tak powiedział Szakal. Tak myśleli wszyscy. Tak przedstawił to Tukan, chociaż w mniej drastyczny sposób. Dla nich wyjście z centrum to była niebezpieczna misja. Dla niej jedyna szansa ucieczki. Jeśli przez to ma być uważana za czyjąś szmatę, może zapłacić taką cenę.
Dziewczyna uznała, że powinna się poczuć lepiej, ale tak się nie stało. Gula pośrodku jej piersi rosła coraz bardziej, a łzy ciekły coraz szybciej .
A co jeśli Tukan oczekuje od niej czegoś w zamian za jego małe kłamstwo?
A może nie chce, by to było kłamstwem?
Popatrzyła z przerażeniem na ręce i ku uldze nie zobaczyła na nich krwi. Sięgnęła za pas i wyciągnęła zawinięty w zielony materiał nóż. Na nim również nie było krwi. Zdążyła go wtedy umyć, ale nie miała czasu, by odnieść go na miejsce. Teraz na zawsze pozostanie przy niej. Nie pozwoli jej zapomnieć pierwszego morderstwa. Dziewczyna chciała cisnąć nóż przez okno, ale tego nie zrobiła. Tukan, chociaż bardzo miły, zostanie zabity, jeśli zechce czegoś od niej. Już była morderczynią, więc to nie sprawi różnicy.
I wtedy Łania rozpłakała się naprawdę. Nie chciała nikogo obudzić, więc zagryzała rękę. Jej przytłumione wycie i tak słychać było dość głośno, ale nie zwróciło niczyjej uwagi. Wszyscy, włączając Nosorożca i Szakala, spali kamiennym snem. Po chwili usnęła i Łania.




~~



Kabanos biegł. Ta kobieta, z rozerwanym uchem i pokrytą bliznami twarzą, goniła go po całym centrum. Dopadła go znów w tym samym miejscu, co poprzednio. Jednym kopnięciem w mostek powaliła na podłogę i siadła na nim okrakiem. Kabanos zasłonił twarz rękoma, oczekując uderzenia, które nie nadeszło. Wtedy dziewczyna go cmoknęła w usta. On odwzajemnił pocałunek i zanurzył rękę w jej krótkich, szorstkich włosy . Ona była taka gorąca, że aż parzyła skórę. Wszędzie, gdzie go dotykała, zostawiała piekące ślady. Kabanos zauważył, że jej ręce są czerwone od krwi, którą rozmazywała po ciele. To jego krew.
Kabanos obudził się nagle zalany potem. Obok niego leżał brat i spał w najlepsze. Dookoła nie było nikogo oprócz nich.
Chłopak niezdarnie wstał. Nadal czuł na policzkach ciepło jej pocałunków i własnej krwi. Musiał się przewietrzyć.
Chodzenie po centrum samopas było bardzo niebezpieczne, ale po ostatniej rzezi głód śmierci powinien być zaspokojony przynajmniej częściowo.
Sam tego nie zauważając, chłopak znalazł się w miejscu, gdzie nie tak dawno odbyła się walka , już teraz nazywana przez wszystkich Wielką Bitwą pod Wentylacją. Ludzie chyba po prostu lubili Wielkie słowa.
Chłopak popatrzył na wyłamaną kratę. Chociaż stada tak bardzo pragnęły zapobiec ucieczce na zewnątrz, że nie szczędziły swojej i cudzej krwi, to po zakończeniu potyczki jakoś nikt nie kwapił się, by wyjść na zewnątrz i ścigać uciekinierów. Byli uznani za zmarłych. Nawet gdyby udało im się wrócić do centrum, zostaliby tutaj zabici.
Kabanos odetchnął z ulgą, po czym usiadł pod ścianą, ogarnęło go zmęczenie. Już nigdy nie zobaczy dziewczyny z przenikliwie niebieskimi oczami.
Ocucił go głośny łomot, który wydała sterta desek zwalonych na podłogę. Kabanos ze zdziwieniem zwrócił głowę w kierunku hałasu. Przed nim, równo na środku pokoju, stała wątła postać z rękami opartymi na biodrach. Nawet z odległości kilku metrów chłopak wyczuwał smród niemytego miesiącami ciała. Nie żeby ludzie w jego stadzie myli się codziennie, ale konieczność polowania i patroszenia zwłok rodziła potrzebę zmywania krwi i okazyjnie potu i pyłu.
Natomiast stojąca przed nim chuderlawa osoba nie miała chyba za bardzo styczności z wodą.
– Na co czekasz, tłuściochu? – Zaśpiewała postać do Kabanosa. Tak, zaśpiewała bezzębnym, starym, ale wesołym i niezmiernie irytującym głosem. – Bierz w ręce tamten gruz i przenoś go tutaj.
Kabanos uświadomił sobie trzy zaskakujące rzeczy jednocześnie. Staruch zwracał się do niego. Kamienie, które miał przenieść, były cięższe, niż przypuszczał. I najważniejsze – wykonywał polecenia jakiegoś nieznanego wariata. Tak, jakby znajomość jakiegoś wariata usprawiedliwiała wykonywanie jego żądań.
Pomimo wszystkich tych błyskotliwych spostrzeżeń, Kabanos posłusznie przeniósł to, co mu wskazano.
Starzec, któremu chłopak mógł się teraz przyjrzeć, był okropnie chudy. Pomiędzy jego żebrami tworzyły się głębokie na pół palca wyrwy. Brzuch już dawno ukrył się pod klatka piersiową, a ręce i nogi wyglądały jak obciągnięte skórą kości.
Kabanos, będąc z natury osobą dość obszernej budowy i żyjąc w stadzie, gdzie głód raczej rzadko zaglądał w oczy na dłuższy czas, nie mógł zrozumieć, jak tak chudy człowiek mógł w ogóle chodzić.
No i co stoisz, baranie – oznajmił wesołym głosem starzec, przypominając o swojej obecności. Potem jakby zamyślił się na chwilę i dodał: – Baran? To twoje imię, tak?
Nie, mam na imię Kabanos – odpowiedział zdziwiony Kabanos, ale starzec nie przyjął tego do wiadomości.
Dobrze, Baranie, stań tu – polecił, wskazując szczyt dziwnej konstrukcji z desek i kamieni.
Kabanos posłusznie wypełnił polecenie i skrzywił się, jak starzec wpełzł mu na plecy. Chłopak z trudem powstrzymywał się, by go nie zrzucić. Nie chodziło o nazywanie go baranem. Starzec miał na sobie jedynie coś w rodzaju majtek – czyli kawałka materiału okręconego wokół bioder. Właśnie z tego jedynego elementu ubrania dochodził najgorszy smród.
Nagle Kabanos zauważył, że nie czuł na sobie ciężaru wariata. Chłopak tak skoncentrował się na nie zwróceniu swojej kolacji, że nie zauważył, jak nieznajomy zniknął. Już odwrócił się, by zejść z powrotem na ziemię, kiedy z góry dotknęła go czyjaś ręka.
Gdzie leziesz, Baranie? – ryknęła uśmiechnięta od ucha do ucha twarz starca wystająca z otworu wentylacyjnego. – Szybko, właź tutaj.
Kabanos bez namysłu chwycił się krawędzi i z niemałym trudem znalazł się w środku.


~~



Łania obudziła się o wschodzie słońca. Różowe promyki padały jej prosto w oczy. Niechętnie wstała i chwiejnym krokiem zeszła na dół. W wygodnych legowiskach wszyscy nadal spali. Puma z głową na brzuchu Wilczycy, Kia obejmująca Lwicę, Hiena wtulona w Żmiję, faceci w ogóle spali jak jedna wielka bezwładna masa, tak, że nie wiadomo było, gdzie znajdowały się czyje kończyny. Łania poczuła, jak jej burczało w brzuchu. Znalazła czyjś plecak i nie pytając się o zgodę, wyjęła płat zimnego, smażonego mięsa. Pochłonęła go prawie nie gryząc, wzięła następny kawałek i odłożyła plecak dokładnie w to samo miejsce. Nie była pewna, czy zjadanie zapasów, było dozwolone. Potem poszła do łazienki, napiła się i umyła twarz. Za oknami   robiło się coraz jaśniej.
Dziewczyna wyszła na zewnątrz. Ptaki powoli budziły się do życia, a ich kakofonia zagłuszała szum lasu.
Łania usiadła na schodach i ukryła się w cieniu. Siedziała dość długo, myśląc o tym, że w takich chwilach bohaterki książek zwykły pijać kakao, które podobno było bardzo dobre.
Obok niej szybkim krokiem przeszedł Szakal, ku zdziwieniu i uldze Łani nie zauważył jej. Po prostu podbiegł do najbliższego drzewa, oparł się o nie i zwymiotował. Potem opadł na podłoże w niebezpiecznej odległości od kałuży.
Łania nawet z odległości kilku metrów i przy nikłym oświetleniu dostrzegała szkarłatny odcień. Do jej nozdrzy docierał zapach kwasu, powszechny przy takich przypadkach, ale miał nietypowy dodatek. Metaliczną woń, mówiącą jednoznacznie, że Szakal rzygał krwią.
Dziewczyna przez chwilę zastanawiała się, czy biec po pomoc, ale ostatecznie uznała, że nie chciałaby zwracać na siebie uwagi, a skoro chłopak już zwymiotował, to pewnie było mu lżej.
Łania pomyślała czy wymiotny atak mógł być wywołany ciosem Tukana. Chociaż Tukan uderzył go w twarz, więc to mało prawdopodobne.
Wtedy Szakal znów zaczął wymiotować, a raczej tylko próbował, stojąc na klęczkach i plując gęstą, czerwoną cieczą. Wydawało się, że nie mógł oddychać i być może tak było, bo po chwili opadł bezwładnie twarzą prosto w grudę wymiocin.
Łania podbiegła do niego, pokonując wewnętrzny opór, i potrząsnęła go za ramię. Po chwili puściła i przyjrzała się odkrytemu skrawku skóry chłopka , po czym zaczęła wrzeszczeć, nie przejmując się już nikim i niczym. Przenikliwym piskiem starała się zawołać po pomoc i usunąć z głowy to, co zobaczyła.
Ramię i całe ciało Szakala było pokryte małymi, odrażającymi, wypukłymi, czerwonymi plamkami, które niczym wysypka zajmowały każdy centymetr skóry.




Łania by Mira (bodajże ołówek)




          Wiem, wiem, rozdziały miały być co dwa tygodnie, a są co miesiąc. No cóż może następny będzie szybciej? To zależy od Bagheery, ale nie liczyłabym na to, że pojawi się przed Świętami Wielkanocnymi. Mamy już 8000 wyświetleń! 
To cieszy oko, chociaż mogło by być więcej. Jak widzicie mamy nowy szablon, który jak to określa moja współautorka "walipogałach" Miejmy jednak nadzieję, że to przyciągnie uwagę czytelników.
           Z ważnych informacji to mamy teraz na blogu betę - Deggausser, którą można znaleźć TUTAJ i TUTAJ. 
           Będziemy też w najbliższym czasie edytowały początkowe notki, żeby wyeliminować błędy, które wytknęła nam Niofomune. Nie przyniosą one zbyt wielkich zmian do fabuły, więc jeśli ktoś  nie ma ochoty ponownie tego czytać to nie ma potrzeby.
           Teraz czas na tradycjonalne prośby o komentarze, więc jeśli czytacie 100 lat po centrum handlowym to komentujcie! A jak ktoś chciałby powiedzieć o tym blogu znajomy, to na pewno go  nie zjemy, 
           A tak pewnie zauważyliście. Mamy pierwszego funarta od  Miry. Bagheera była wniebowzięta, więc dla Miry szczególne pozdrowienia i dedykacja rozdziału! 
Weźcie przykład z Miry, narysujcie coś i wyślijcie na adres mój (litlit@op.pl) lub Bagheery (chomiczynka6@o2.pl).
           Dodatkowo mamy 172 komentarze, do dwusetki niby daleko, ale pod każdym kolejnym postem, jest coraz więcej komentarzy, więc uznałam, że od razu ogłoszę. Autor 200-ego komentarza może wysłać na powyżej wymienione e-maile pytanie dotyczące tego bloga.
Albo co mi tam! Dwa pytania!





Zawsze 
Wasza
Litka

8 komentarzy:

  1. Hej, to znowu ja.
    Nowy szablon bardzo klimatyczny, w sam raz na postapo. Na ten zielony jest takie fajnie określenie, mianowicie "oczojebny". :P
    Czytało się fajnie i bez większych zgrzytów - widać, że współpraca z betą służy, a i od jakiegoś czasu styl i Twój, i Bagheery się wyrabia, więc chyba nie będę się powtarzać w każdym komentarzu. Dobrze wypadają te rzucane mimochodem opisy - o lesie czy asfalcie - widać tutaj postęp w dobrym kierunku. ^.^ Szczególnie zwróciłam uwagę na to, że park zamienił się w las, co ładnie zostało wpasowane w tekst.
    Przy mniejszych partiach tekstu bardziej skupiam się na ogólnym wrażeniu, niż na wypisywaniu uwag, dlatego tutaj mam jedną, będącą raczej takim niuansem. Przed rozmyślaniami Łani jest napisane, że Szakal i Nosorożec nie śpią, a po - że wszyscy już spali. Rozumiem, że zdążyli zasnąć w trakcie, to logiczne, ale to wspomnienie o nich na początku może wprowadzić w błąd, bo sugeruje, że coś z nimi jest na rzeczy i wątek ich niespania zostanie rozwinięty.
    Co do odbioru bohaterów:
    Utwierdzam się w mojej sympatii do Łani - to postać sprawnie i konsekwentnie prowadzona. Wiarygodna jest jej separacja od stada i to rozdarcie, że z jednej strony cieszy ją wolność i swoboda, a z drugiej strony traktowanie ze strony stada jest dla niej przykre. Wyobrażam sobie też, że w centrum mogła zaczytywać się w młodzieżowych książkach o bohaterkach z kubkiem kakao w ręce, żeby oderwać się od rzeczywistości.
    Zaczynają się też zarysowywać wyraźniej osobowości innych osób ze stada - na przykład taki Szakal dostał niezłego charakterku - chociaż on jest chyba postać na odstrzał, sugerując się końcówką. Nosorożec w dalszym ciągu jest moim faworytem - to taki poważny, dobry chłopak. Wątek Kabanosa też na plus, chociaż po akcji Lwicy trochę spodziewałam się takiego obrotu spraw.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od Twojego komentarza powiało optymizmem. To cieszy. Jak również sympatia do Łani. Też bardzo ją lubię. Chociaż pewno osoba ostatnio zwróciła mi uwagę, że Łania jest przesłodzona. Nie wiem skąd ten wniosek, bo ostatnim epitetem określającym Łanię byłoby "słodka", ale widocznie trzeba jeszcze ją dopracować. Dobrze, że przynajmniej Ci się podoba.
      Co do Nosorożca, to chyba była jedna z ulubionych postaci Bagheery. Był, dopóki nie stał się takim poważnym i dobrym chłopakiem, ale skoro te cechy czynią go faworytem naszego czytelnika, to chyba dobrze.
      Czego się spodziewałaś w związku z wątkiem Kabanosa i akcją Lwicy? Przecież jeszcze nic nie napisałyśmy. Czy to oznacza, że niechcący odkryłyśmy wszystkie karty jeszcze przed rozgrywką? Mam nadzieję, że jednak dasz się czymś zaskoczyć.
      Po za tym Szakal. Postać na odstrzał. No cóż. Pożyjemy zobaczymy, ale tutaj chyba muszę Ci przyznać rację. To by był spoiler, ale w końcu sama się domyśliłaś.

      Pozdrawiam
      Litka

      Usuń
    2. Powiało optymizmem, bo też widać poprawę. :P Jasne, że wiele jeszcze przed Wami, ale na pewno idziecie w dobrą stronę i widać postępy.
      Co do Łani - może zarzut o przesłodzenie wynikał z tego wspominania o książkowych bohaterkach? Tym niemniej też bym tak tego nie określiła. Fakt, że dziewczyna jest trochę romantyczką, ale też to tylko taki dodatek do jej charakteru, korygowany przez trzeźwe podejście do rzeczywistości - w końcu chociażby Łania tyko pomyślała o kubku kakao, a nie usiadła gdzieś w rozegzaltowanej pozie jak rasowa Mary Sue. ;)
      Do wątku Kabanosa - podejrzewałam, że ucieknie lub spróbuje uciec z centrum. Wszyscy istotni bohaterowie zaczynają się stamtąd ewakuować, a spotkanie chłopaka z Lwicą sugerowało, że ta dwójka jeszcze będzie miała coś do siebie.

      Usuń
  2. Cześć. Chciałabym zapytać, czy nadal chcecie ocenę swojego bloga na Ostrzu Krytyki. Wasze zgłoszenie zostało usunięte (nie wiem czy przez Was, czy może jedna z oceniających coś niechcący usunęła). Prosiłabym o odpowiedź tu lub na Ostrzu. Pozdrawiam, Alissa.
    PS. Jeśli jednak chciałybyście ocenę, proszę o podanie autorów bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że chcemy :D Nwm, dlaczego się usunęło, ale blogger ostatnio wariuje (np. usunął wczoraj mój komentarz). Autorki to Litka Litewska i Bagheera. Dzięki za informację :)
      Bagheera

      Usuń
  3. Cześć!
    Ja tu tylko na chwilę. Serdecznie informuję, że 5 kwietnia odbędą się skromne (za to już czwarte!), urodziny Shibuyi. W związku z tym przewidziana jest specjalna notka oraz konkurs, w którym autorzy zgłoszonych blogów będą mogli wygrać ocenę u danego oceniającego BEZ KOLEJKI. Zapraszam serdecznie w imieniu całej Załogi!

    Pozdrawiam! (www.Shiibuya.blogspot.com)

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej!
    Ostatnio znalazłam waszego bloga i muszę przyznać, że jest genialny. Bardzo się wciągnęłam i przeczytałam całość w jeden wieczór ( i kawałek nocy ;) ). Macie bardzo fajny styl pisania i opowiadanie dobrze się czyta. Co do rozdziału to jak zwykle niesamowity, tylko mam nadzieje że nie uśmierciłyście Szakala( nie wiem czemu ale go lubię, ale zwykle jak lubię jakąś postać to umiera, więc...). Fajny pomysł z ilustracjami, są piękne. Życzę weny
    Marresa

    OdpowiedzUsuń
  5. Witam! Z racji, że Phantom nie jest już oceniającą, proszę o umieszczenie informacji w zakładce "kolejka" czy nadal oczekujesz oceny, a jeśli tak, to prosimy o adnotację, do której oceniającej chciałabyś trafić. Pamiętaj, że Twój blog ma numerek, a to oznacza, że na pewno nie trafisz na koniec kolejki. Pozdrawiam!
    Mediate,
    http://o-pieprz.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Proszę o wymyślenie sobie jakiegoś pseudonimu i konsekwentne używanie go komentując nasze posty!!! To bardzo ułatwi nam życie!
Dziękuję!